ŚwiętaBezJaj.pl
ŚwiętaBezJaj.pl -> Rozważania na Wielki Piątek -> „Śmierć” - Bogumił Jarmulak
„Śmierć” - Bogumił Jarmulak
 
Śmierć jest nieodłącznym elementem naszego życia. Żyjemy ze świadomością śmierci, bo widzimy, że z naszego życia znikają ludzie, także nam bliscy - ci, na których nam zależy i których śmierć odczuwamy jako bolesną stratę. Im dłużej żyjemy, tym bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, że i nasze życie się skończy, choć świat będzie trwał dalej. Życie prowadzi do śmierci - śmierć rządzi życiem. A jednak próbujemy ją wyprzeć ze świadomości, bo budzi w nas trwogę i lęk - jest czymś ostatecznym i nieodwracalnym - nie panujemy nad nią. Jeśli zaś nie uda się nam pozbyć myśli o śmierci, to na różne sposoby staramy się jakoś odnaleźć w obliczu końca życia - znaleźć sposób na życie w obliczu tego, co ostateczne. I mamy do wyboru dwie drogi: żyć ku śmierci lub umrzeć. Obie zdają się być równie tragiczne.
Jak zauważa Zygmunt Bauman w Razem osobno, można mówić o dwóch strategiach przyjmowanych przez człowieka wobec świadomości śmiertelności. Pierwszą z nich jest bagatelizowanie śmierci lub wyrugowanie jej ze świadomości. Bierze się ona stąd, że, jak zauważył Pascal w Myślach, „łatwiej znieść śmierć bez myśli o niej”. Jak jednak wyprzeć ze świadomości myśl o śmiertelności? Najczęściej czynimy to przez rozrywkę, szukając wciąż nowych podniet, które tak zaprzątają nasze myśli, że nie starcza w nich miejsca dla śmierci.    
 
Klasyczny przykład próby wyrugowania śmierci z ludzkiej świadomości znajdujemy u Epikura. Zaproponowane przez niego rozwiązanie „problemu śmierci”, które anachronizując można nazwać postmodernistycznym, polegało na zakwestionowaniu panowania śmierci przy pomocy gramatyki. Epikur tłumaczył bowiem, że lęk przed śmiercią jest nielogiczny i nieuzasadniony - dopóki istniejemy, śmierci nie ma, a kiedy przyjdzie śmierć, nas już nie będzie - w chwili śmierci człowiek w całość zbudowany z atomów przestaje istnieć, a zatem też cokolwiek odczuwać. Dlatego też epikurejczycy przyjęli dewizę Horacego, która brzmiała: Carpe diem, czyli „chwytaj dzień” - cieszmy się chwilą obecną, bo jutro nie istnieje.
 
Jednak wypchnięcie śmierci ze świadomości prowadzi zdaniem Maxa Schelera do „negatywnej iluzji świadomościowej współczesnego człowieka” - śmierć stała się synonimem fatalnego wypadku, co jednak nie uwolniło nas od lęku, z tym że lęk przed śmiercią zastąpił lęk przed życiem - bez śmierci, a za to w pogoni za wciąż nowym, życiu brakuje spójności, której przydawała mu śmierć przez naznaczenie jego granicy. Bez świadomości śmierci żyjemy z dnia na dzień, aż w końcu nie ma już następnego dnia.
 
Nie wszystkich jednak satysfakcjonuje egzystowanie ze świadomością, że życie to, według słów Baumana, tylko „złowieszczo krótka przerwa w wiecznym nie-bycie”. Dlatego niektórzy szukają pociechy w pojęciu nieśmiertelności duszy - „bo przecież nie cały umieram”. Te słowa mają nadać sens życiu śmiertelników. To propozycja zgodna z drugą strategią wobec śmierci, jaką jest próba nadania jej pozytywnej wartości - odnalezienia w śmierci jakiegoś sensu.
 
Zazwyczaj wiąże się to z ukazaniem pozytywnego wpływu, jaki świadomość śmierci wywiera na życie doczesnych. Na pewnej mozaice w rzymskich termach widać umierającego człowieka, który wskazuje na znany skądinąd napis: gnothi seauton, co znaczy „poznaj siebie”. Autor najwyraźniej uważał, że świadomość śmierci dostarcza człowiekowi wiedzy o nim samym. W starożytnym Rzymie istniał również zwyczaj, według którego podczas parady zwycięstwa za plecami tryumfującego generała szedł niewolnik powtarzający słowa: Memento mori, czyli „pamiętaj o śmierci”. Oczywiście chodziło o to, by generał zbytnio się nie wynosił, gdyż pycha, jak wiadomo, przychodzi przed upadkiem. Świadomość śmierci miała w tym przypadku spowodować przyjęcie odpowiedniej postawy w życiu - człowiek nie powinien myśleć zbyt wiele o sobie, gdyż prędzej czy później umrze, a wraz z nim odejdą w przeszłość wszystkie jego dokonania. Taka postawa była szczególnie bliska stoikom. Dla nich śmierć była nie tylko nieuchronna, ale w gruncie rzeczy naturalna i dlatego nie ma sensu jej się sprzeciwiać, lecz przyjąć z pokorą i chyba też z radością - stoicy wierzyli, że światem w mądry sposób kieruje Logos, boski rozum, więc nic, co się dzieje, nie jest dziełem przypadku, a z drugiej strony wszystko, co się dzieje, jest nieuniknione. Lepiej więc pogodzić się z losem niż niepotrzebnie cierpieć, próbując zmienić to, co niezmienne. Co więcej, śmierć dla człowieka cnotliwego przynosi ulgę, gdyż prowadzi do zjednoczenia jego ducha z Duchem wszechświata, Logosem.
 
Innym sposobem nadania śmierci pozytywnej wartości jest przedstawienie jej jako czegoś romantycznego i przez to chwalebnego - ktoś kiedyś powiedział, że nie ma nic piękniejszego niż śmierć młodej kobiety. Podobnie chwalebna jest tragiczna śmierć bohatera, który oddaje życie w z góry skazanej na porażkę walce - literatura starożytnej Grecji dostarcza wiele przykładów takiego umierania. Jednak niektórzy bardziej współcześni filozofowie stwierdzili, że nie ma żadnej strategii ani tym bardziej rozwiązania problemu śmierci, dlatego jedyną uczciwą postawą wobec niej jest całkowita rezygnacja - życie śmiertelnika ani jego śmierć nie mają żadnego sensu, o czym przypomina nam każda wojna, a zwłaszcza każda śmierć niewinnego dziecka.
 
Również Pismo Święte mówi o śmierci i jej miejscu w życiu człowieka. Mojżesz w jednym z niewielu psalmów, jakie napisał, stwierdził, że „miarą naszych dni jest lat siedemdziesiąt lub, gdy jesteśmy mocni, lat osiemdziesiąt; a większość z nich to trud i marność, bo szybko mijają, my zaś odlatujemy” (Ps 90,10). Coś podobnego znajdujemy w pismach króla Salomona, gdzie padają słynne słowa: „Marność nad marnościami, wszystko marność” (Kzn 1,2). I dalej: „Lepiej jest iść do domu żałoby niż do domu wesela, bo w tamtym jest koniec każdego człowieka, i człowiek żyjący bierze to sobie do serca” (7,2). Także Nowy Testament, co być może nas dziwi ze względu na opisany w nim tryumf Chrystusa nad śmiercią, zawiera podobne wypowiedzi. Apostoł Paweł mówi: „Przemija postać tego świata” (1Kor 7,31). Przemijanie, odchodzenie, śmierć - to nieodłączne elementy naszego życia.
 
Dlaczego jednak Bóg uczynił nas śmiertelnymi? Po co wpisał śmierć w naszą biografię i w historię świata? Tę śmierć, z powodu której tak wielu przeczy Jego istnieniu? Według Mojżesza chodzi przede wszystkim o poznanie i określoną przezeń postawę - we wspomnianym już Psalmie 90 padają słowa: „Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy posiedli mądre serca”. Podobnie wyjaśnia to Augustyn w Wyznaniach - świadomość śmierci i doświadczenie przemijania pozbawiają nas stałego punktu oparcia w tym co stworzone i w nas samych, a tym samym wypełniają nasze serca niepokojem i kierują nasze myśli ku Bogu, ku Jego wieczności i nieprzemijalności. „Niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie”. Śmierć wypełnia nasze serca bojaźnią i jeśli jest to bojaźń Boga, to staje się ona początkiem mądrości i źródłem życia, jak mówi Salomon. Tak więc w śmierci odnajdujemy życie. W śmierci poznajemy nasze granice i dlatego szukamy tego, co nieskończone. W śmierci spotykamy się z przemijaniem i dlatego szukamy tego, co trwałe i wieczne. W śmierci wszystko zdaje się rozmywać i znikać i dlatego szukamy tego, co ma jakiś sens i znaczenie. Śmierć odziera nas z pozorów i ukazuje takimi, jacy jesteśmy.
 
Czy jednak nie mamy tu do czynienia z jeszcze jedną próbą rozwiązania „problemu śmierci” przy pomocy gramatyki? Nadania śmierci znaczenia przez wskazanie na wieczność? I czym różni się biblijna strategia wobec śmierci od na przykład stoickiej? Wydaje się, że odpowiedź na oba pytania znajdujemy w śmierci Chrystusa - Bóg odpowiada na nasze pytania o śmierć, wskazując na krzyż. On potraktował przy tym śmierć nie w sposób postmodernistyczny przy pomocy gramatyki, lecz w sposób bardzo osobisty i dosłowny przez śmierć Chrystusa, który prawdziwie umarł na krzyżu i nie ograniczył się tylko do słów pouczenia lub pociechy wobec śmierci. Jednym z ulubionych stwierdzeń Lutra były słowa, że „Bóg umarł za nas na krzyżu”. Dla Boga śmierć nie jest więc problemem gramatycznym ani metafizycznym, lecz osobistym i życiowym.
 
Co więc krzyż Chrystusa mówi o śmierci? Po pierwsze, śmierć nie jest końcem istnienia. Chrystus nie przestał istnieć, kiedy umarł. Śmierć jest raczej oddzieleniem: śmierć fizyczna jest oddzieleniem ducha od ciała, a śmierć duchowa oddzieleniem grzesznika od Boga. Widzimy to w ostatnich słowach Jezusa wypowiedzianych na krzyżu: „Boże mój, czemu mnie opuściłeś” (Mt 27,46; Mk 15,34), oraz: „Ojcze, w ręce Twoje polecam ducha mego” (Łk 23,46). Kiedy Bóg stworzył człowieka, najpierw ukształtował go z prochu ziemi, a potem tchnął weń ducha życia i tak powstała żyjąca istota (1Mj 2,7). Dlatego śmierć ciała jest oddzieleniem go od ducha (Ps 104,29). Dlatego też mówiąc o zmartwychwstaniu, Biblia ma zawsze na myśli zmartwychwstanie ciała, co widać w opisie zmartwychwstania Chrystusa - do życia powrócił nie Jego duch, lecz ciało. Inny rodzaj śmierci wiąże się z grzechem - ta śmierć oznacza dla człowieka oddzielenie od Boga (1Mj 3,22-23) i zważając na słowa wypowiedziane z krzyża, ta śmierć winna napawać nas lękiem, choć jednej od drugiej nie da się całkowicie oddzielić. Innym przykładem pojmowania śmierci jako oddzielenia są słowa apostoła Pawła z Listu do Rzymian (rozdz. 6-7), w których opisuje skutki zjednoczenia z Chrystusem. Paweł z jednej strony przyrównuje je do powtórnego małżeństwa - poślubienie nowego męża (Chrystusa) wiąże się z zerwaniem więzi ze starym mężem (grzechem, szatanem). Z drugiej strony Paweł opisuje je jako śmierć (dla grzechu) i zmartwychwstanie (do nowego życia).
 
Po drugie, według Listu do Hebrajczyków diabeł trzymał nas w szachu przy pomocy lęku przed śmiercią, Chrystus zaś uwolnił nas z niewoli zła przez własną śmierć (2,14). Jeśli powiążemy te słowa z wypowiedzią apostoła Pawła, który stwierdził, że żądłem śmierci jest grzech (1 Kor 15,56), to możemy wywnioskować, że lękamy się śmierci z powodu grzechu, a nie śmierci jako takiej. Jesteśmy jak syn marnotrawny - grzech oddzielił nas od ojca i grzech trzyma nas z dala od niego, gdyż boimy się jego reakcji na nasz powrót, choć z drugiej strony wiemy, że cierpimy, pozostając z dala od jego domu. Można więc powiedzieć, że diabeł może nas straszyć śmiercią fizyczną dlatego, że z powodu grzechu jesteśmy martwi duchowo, a więc oddzieleni od Boga. Z drugiej strony, póki pozostajemy z dala od Boga, póty śmierć rodzi w nas lęk i zniewala - czyni nasze życie tragicznym i nędznym. Ratunkiem jest zatem pojednanie z Bogiem, a dokonuje się ono przez śmierć Syna Bożego. Ci, którzy są w Chrystusie, mogą żyć bez lęku przed śmiercią, gdyż zostali wyrwani z niewoli grzechu.
 
Czy to znaczy, że ten, kto przez Chrystusa został pojednany z Bogiem, nigdy nie umrze? Bynajmniej. Przy czym nie chodzi tylko o to, że wszyscy kiedyś umrzemy (fizycznie), ale o to, że żyjemy w rytmie śmierci i zmartwychwstania, o czym Bóg przypomina nam choćby przez pory roku. W stanie wyobcowania od Boga odrzucamy ten rytm, gdyż napawa nas lękiem - odrzucamy myśl, że śmierć może prowadzić do życia, a nawet do lepszego życia. Z powodu grzechu boimy się umrzeć, bo nie wierzymy, że Bóg wzbudzi nas z martwych lub że z naszej śmierci wyniknie cokolwiek dobrego. Ponadto grzech czyni nas egoistami, więc pytając o dobro, mamy na myśli dobro własne. Jednak życie wciąż zmusza nas do postępowania w zgodzie z rytmem śmierci i zmartwychwstania. Przypomina o tym Jezus w Ewangeliach, kiedy mówi o ziarnie - wydaje ono obfity owoc dopiero po swojej śmierci (Jn 12,24). Oczywiście w sensie ostatecznym Jezus miał na myśli owoc Jego śmierci, ale kiedy mówi o tym, że mamy brać na siebie swój krzyż i naśladować Go, to znaczy, że my też możemy żyć owocnie tylko umierając. Chodzi o to, byśmy byli gotowi rezygnować z teraźniejszego zaspokojenia w imię przyszłych korzyści - i to nie tylko osobistych korzyści. Chrystus zrezygnował z obrony w sądzie, gdyż uwierzył Ojcu, że Jego śmierć zrodzi Nowe Stworzenie. Paweł zrezygnował z cichego i spokojnego życia, gdyż uwierzył Chrystusowi, że przez ofiarowanie swego życia na ołtarzu Ewangelii zrodzi wiele duchowych dzieci.
 
Zatem Chrystus i Paweł uczą nas co najmniej trzech rzeczy. Po pierwsze: śmierć boli, gdyż jest oddzieleniem - rozdarciem tego, co kiedyś tworzyło całość. Po drugie: lęk przed śmiercią spowodowany jest oddaleniem od Boga i brakiem wiary w zmartwychwstanie. Po trzecie: śmierć nabiera pozytywnej wartości dzięki miłości - miłość to owocne umieranie.
 
Kiedy więc w Ew. Łukasza 9,23 Jezus mówi, że mamy zapierać się samego siebie, brać na siebie swój krzyż i naśladować Go każdego dnia, myślę, że oznacza to, iż każdego dnia mamy żyć według rytmu śmierci i zmartwychwstania - rezygnować z tego, co mi się należy, ze względu na bliźnich i w nadziei, że Bóg pobłogosławi moją ofiarę, dzięki czemu wyda ona dobry i obfity owoc. Przykłady można mnożyć. Tak czyni matka, kiedy rezygnuje ze snu i wstaje w nocy, by nakarmić dziecko. Tak czyni ojciec, kiedy idzie do pracy, której może nawet nie lubi, by zarobić na utrzymanie rodziny. Z drugiej strony ród Herodów jest przedstawiony w Nowym Testamencie jako władcy, którzy nie chcą służyć ani umierać za poddanych, lecz żerują na ich życiu i śmierci. Jezus jest innym królem - On przyszedł, by służyć i oddać życie za swój lud. Nie zapominajmy też o małżeństwie. Bóg powiedział: „Opuści mąż ojca i matkę i złączy się z żoną swoją, i staną się jednym ciałem” (1Mj 2,24). Opuszczenie domu rodziców nie jest łatwe ani bezbolesne, chyba że był to dom pełen nienawiści a nie miłości. Oznacza ono oddzielenie od bliskich i drogich osób - śmierć. Jednak to oddzielenie jest konieczne, a ból nim wywołany nie musi być bezowocny, jeśli skutkiem opuszczenia ojca i matki powstanie nowe małżeństwo - jedno ciało spojone miłością.
 
Śmierć sama w sobie nie jest miła ani przyjemna. Zawsze towarzyszy jej ból oddzielenia. Jednak będąc oddzieleniem i granicą, śmierć uświadamia nam naszą ograniczoność i skończoność. Uczy nas tym samym, byśmy nie pokładali ufności w człowieku, lecz w wiecznym i nieskończonym Stwórcy. Zatem prawdą jest, że śmierć daje nam szczególną wiedzę o nas samych. Prawdą jest też, że nie cali umieramy, jeśli umieramy w Chrystusie. Śmierć nie musi być bezsensowna, lecz może wydać dobre owoce, ale musimy pamiętać, że tym, który daje wzrost, jest Bóg - śmierć w oddzieleniu od Stwórcy boli szczególnie, bo brak jej owoców chwały. Zbawienie zaś, które przyniosła śmierć Chrystusa, polega nie tyle na uczynieniu nas nieśmiertelnymi ani na uwolnieniu duszy z więzienia ciała, lecz na uczynieniu nas owocnymi. Pojednanie z Bogiem uwalnia nas od zrodzonego przez grzech lęku przed śmiercią, a tym samym przysposabia do tego, byśmy ufając Bożemu zapewnieniu o zmartwychwstaniu, oddali życie dla dobra bliźnich. Śmierć jest więc monetą, jaką płacimy za miłość, ale możemy płacić nią chętnie w nadziei przyszłej chwały.

kontakt: